Czarny Mag. Pierwszy rok to początek cyklu o przygodach 15-letniej Ryiah i jej brata. Oboje marzą, aby zostać potężnymi magami, choć z innych frakcji. Aby te marzenia się ziściły muszą dostać się do Akademii Magii, która tylko stwarza pozór przyjaznej. Nadzieje na pomoc ze strony nauczycieli szybko się rozwiewają, gdy okazuje się, że miejsce to bardziej przypomina szkołę przetrwania, niż to, czego się spodziewali. Już na początku książki bohaterowie znajdują sobie przyjaciół i zyskują wrogów, czyli zdecydowanie sztampowo. Cała fabuła kręci się wokół prób dostania do Akademii, bo tak naprawdę wszyscy chętni muszą przetrwać pierwszy rok, będąc poddawanym różnym niebezpiecznym próbom. Do szkoły dostać się mogą zarówno dzieci pochodzące z arystokracji, jak i te z plebejskich rodzin, ale wiadomo kogo faworyzują nauczyciele. Zdecydowanie nie wzbudzają oni w książce sympatii, a już w ogóle sam Dyrektor. Pozycja ta porównywana była wielokrotnie do Harry’ego Potter’a – ja tych podobieństw jakoś nie zauważyłam, ale Dyrektor Akademii to taki Snape, tylko pięć razy gorszy. Kiedy ktoś na każdym kroku powtarza Ci, że trzeba odsiać kandydatów, bo dostać może się tylko piętnaście osób, a większość z uczniów to i tak nieudacznicy… Cóż, mi by się odechciało. Niemniej jednak bohaterowie walczą o te marzenia z zapartym tchem. Szczególnie główna bohaterka, która musi poświęcić więcej czasu na treningi i naukę niż inni, gdyż zwyczajnie od nich odstaje. Wydaje mi się, że to jest jedyny plus tej książki – ta jej upartość w dążeniu do celu.
Miałka główna bohaterka
Jednakże sama główna bohaterka tak mnie irytowała przez całą historię, że niejednokrotnie narzekałam na nią Aquariusowi. Jego podsumowanie trafia w sedno - „Czekaj, czy to nie jest właśnie tak, że ona startuje do tej frakcji do której jest najciężej się dostać, a jest najgorszym uczniem na roku?” – właśnie tak jest. Znowu mamy sztampowość. Ryiah jest bardzo specyficzna. Fakt faktem, uparta i skora do poświęceń, ale jeśli chodzi o wszystko inne… Tragedia! Od samego początku z błahego powodu (choć ja nawet nie określiłabym tego powodem) nie pała sympatią do Księcia, który również stara się o przyjęcie do Akademii. A może to przez jego status? Sama pochodzi z ubogiej rodziny, więc wyniosłość arystokracji może w nią uderzać, no ale… Kurcze. Do pewnego momentu ma się wrażenie, że główna bohaterka z nienawiści wręcz prześladuje tego Księcia. Wszędzie go widzi. Wszędzie w myślach krytykuje jego czyny. Wszędzie go szuka. Przywołuje jego postać w głowie. Oczywiście nie ma tutaj żadnych superlatyw. Dopiero po jakimś czasie ich znajomość się w jakiś sposób zaczyna i mamy tutaj przeplatanki takich dwubiegunowych zachowań. Naprawdę nie lubię jak bohaterki są tak bezmyślne, oceniające i niezdecydowane – „Lubię go. Nienawidzę. Może jednak jest dobry. Nie to okrutnik, nienawidzę go” – w tym miejscu wyobraźcie sobie wymiotującego kota. Generalnie relacje pomiędzy bohaterami są trochę płytkie, takie nijakie i oczywiście mamy schemat z wrogiem numer jeden, numer dwa… W tym aspekcie nie pojawia się nic innowacyjnego. Nie żebym oczekiwała tego od młodzieżówki, ale jednak chyba chciałam czegoś więcej.
To może pozytywy?
Większość wątków w tej książce jest przewidywalna, ale dobrze opisana, więc przyjemnie się czyta. Książka przedstawia wręcz z precyzyjną dokładnością to jak wyglądają zajęcia, testy i treningi, którymi są raczeni uczniowie i to też jest na plus. Możemy się wczuć, jakbyśmy sami starali się dostać do tej Akademii. Także część zakończenia została bardzo dobrze poprowadzona, jednak stricte to, które decyduje o losie Ryiah już uznałabym za średnie.
Bohaterowie poboczni są i tyle. Jakoś specjalnie nie zostajemy wtajemniczeni w ich życiorysy, czy cechy charakteru. Trochę bliżej pokazani są nam Alex, czyli brat Ryiah oraz Ella, jej przyjaciółka od pierwszych stron książki (swoją drogą, jak można się tak szybko z kimś zaprzyjaźnić?). Jednak chyba jakoś specjalnie się z nimi nie zżyłam.
Podsumowując – książka ta jest typową wręcz do bólu młodzieżówką, która skupia w sobie wszystkie utarte schematy. Mamy denerwującą główną bohaterkę, która jest nieudolna, ale za wszelką cenę chce dostać się do najtrudniejszego oddziału. Mamy szkolne niesnaski pomiędzy Ryiah i inną uczennicą. Mamy jej niezrozumiałą nienawiść do Księcia. W tym aspekcie książka wygrywa. W mojej ocenie jednak jest to przeciętniak i ratuje ją jedynie to, że nie odłożyłam ją na półkę po tych stu trzydziestu stronach, tylko przeczytałam w całości.
Myślałam, że moja opinia co do niej zmieni się, jeśli odczekam kilka dni i przetrawię, ale niestety. Nie polecam. Choć, co prawda zaczęłam czytać drugi tom (kupiłam kiedyś oba na promocji) i tutaj jest odrobinę lepiej, ale i tak czuję się jakbym czytała opowiadanie – to z serii takich, które pisałam w wieku trzynastu lat.
OCENA: 5/10
"Pierwszy rok. Czarny Mag."
Rachel E. Carter
Tł. Emilia Skowrońska
Wyd. Grupa Wydawnicza Foksal
Scarlett



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz