marca 13, 2020

Something in the Rain - Ahn Pan-seok

Zielona czy czerwona parasolka?

„Something in the Rain” jest serialem w którym nie da się uniknąć podziałów i wybierania którejś ze stron. Nawet jak się bardzo tego chce, a uwierzcie, że jestem osobą, która raczej obiektywnie podchodzi do bohaterów. Tak tutaj nie mogłam pozbyć się pewnego rodzaju prywaty. Ta koreańska drama, którą można obejrzeć na Netflixie zachęca wszystkim – walorem estetycznym, ścieżką dźwiękową, a i samą historią. Jednak z każdym kolejnym odcinkiem traci się niestety również chęć do jej oglądania.

 

Koreańska rzeczywistość

Zostajemy wprowadzeni do życia, prawie czterdziestoletniej, kobiety, której związek leci na łeb i szyję, a ona sama jest zbyt miękka, żeby odejść z godnością. Nie chcę tutaj wprowadzać złej atmosfery, ale moment w którym mężczyzna bez żadnego powodu mówi Ci, że to koniec, a Ty jeszcze dajesz mu pieniądze na parking – raczej nie świadczy o mocnym charakterze. Nie zrozumcie mnie źle, nie mówię tutaj o tym, że powinna zrobić awanturę, ale sam ten gest był jakiś taki… miałki i śmieszny do granic możliwości. Jednak niezrażona, przyzwyczajona do dziwnych zachowań głównych bohaterek w dramach koreańskich, brnęłam dalej w fabułę, która bądź co bądź, jest wciągająca. Do momentu, ale o tym za chwilę.

W trakcie trwania serialu obserwujemy rozkwitające uczucie pomiędzy główną bohaterką, a młodszym bratem jej przyjaciółki. Wszystko to zostało pokazane w bardzo uroczy sposób. Szczególnie, że para ostatecznie bardzo długo ukrywała swój związek przed publicznością. Nic zresztą dziwnego, zważywszy na podejście matki głównej bohaterki, która za męża swojej córki widziała jedynie bogatego, wysoko usytuowanego Czebola z dobrej rodziny. Wątek ten unaocznia bardzo smutną rzeczywistość koreańskich realiów, gdzie rodzice siłą rzeczy mają dużo do powiedzenia w wyborze partnerów dla swoich dzieci. Ma to pewnie związek z naleciałościami historycznymi, jak i tym, iż najstarszy potomek ma obowiązek zaopiekować się swoimi rodzicami na starość. Jak inaczej miałby to zrobić, gdyby nie zarabiał dużo pieniędzy i nie miał dużego domu? Alternatywnie – w odniesieniu do płci żeńskiej - bogatego męża. Obserwujemy smutną walkę z przeciwnościami. Słyszymy wiele niemiłych słów wypowiedzianych w kierunku młodzieńca, który związał się z główną bohaterką. Obserwujemy również niezbyt rozsądne knucia matki, która postawiła sobie za punkt honoru ich rozdzielić.

 

Trudne i złożone tematy

W czasie tych miłosnych podbojów, które spełnią oczekiwania każdego fana romansów, poruszane są kwestie prześladowania przez byłego chłopaka i molestowania w miejscu pracy. Jest to pierwsza w moim życiu drama, a obejrzałam ich sporo, która jednocześnie jest uroczym romansem i porusza tak złożone tematy. Niestety, o ile pierwszy wątek został wyczerpany do cna, o tyle ten drugi, mam wrażenie, twórcy serialu potraktowali trochę po łebkach. Mamy idealne wprowadzenie, rozwinięcie, w którym główna bohaterka postanawia zawalczyć o swoje prawa i nijaki punkt kulminacyjny. Taki, którego nie jesteśmy w stanie zaobserwować, a możemy jedynie o nim… usłyszeć. Jeżeli zatem oczekujecie jakiegoś sensownego rozwinięcia tej tematyki, możecie zawieść się tak samo jak ja.

Tak jak wspomniałam na wstępie – serial bardzo wciąga na początku, ale od połowy jest już tylko równia pochyła. Obserwujemy irracjonalne zachowania głównej bohaterki, które unaoczniają jej niedojrzałość i ten młodszy chłopak z którym się związała wydaje się być przy niej dużo starszy niż jest w rzeczywistości. W drugiej części tej dramy, chyba słusznie mogę ją podzielić, jest dużo zatajania, bezsensownych kłamstw i nieporozumień. Z jednej strony, można uznać, że produkcja ta ciekawie pokazuje coś, co spotyka wiele par, z drugiej jednak nie ogląda się tego z zapartym tchem. Raczej ma się ochotę rzucać popcornem w ekran telewizora.

 

Zaprzeczenie powiedzenia, że ludzie się nie zmieniają

Co mnie bardzo uderzyło w tej dramie, to ewolucja głównej bohaterki. Poznajemy ją jako nijaką, skrywającą się w sobie szarą myszkę, a na końcu mamy przed sobą pewną siebie kobietę. Oczywiście z wadami, ponieważ jedno się w niej nie zmienia – jak już zaczyna zachowywać się bezsensownie, uparcie i odpychająco, tak już zostaje do samego końca.

Niemniej jednak, nie jest to również serial, który zarzuciłabym w trakcie. Interesowało mnie jak się zakończy, dlatego też dotrwałam do ostatniego odcinka. Jaka była ta końcówka? Czy był happy-end? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Jeżeli macie ochotę na romans z elementami przyjaźni i trochę trudnych tematów – śmiało odpalcie sobie „Something in the rain” na Netflixie. Warto również ze względu na muzykę i… aktorów! Serial muska ambitne i złożone kwestie, ale nie oczekujcie od niego zbyt wiele.

 

Ocena: 7.5/10

 

Something in the Rain (2018) w reżyserii Ahn Pan-seok.

 

Scarlett

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz