października 04, 2020

Emily w Paryżu - Darren Star [NETFLIX]

 

Emily w Paryżu - Netflix

Scarlett: Idealny na oderwanie się od rzeczywistości, relaksujący i zabawny serial, który zawiera wiele stereotypów wysmakowanie obróconych w żart. „Emily w Paryżu” to subtelne połączenie elegancji pokazanej w „Seksie w Wielkim Mieście” oraz poczucia humoru, z jakim mogliśmy zetknąć się w „Dziennikach Bridget Jones”. My byliśmy zachwyceni tym, jak scenarzyści pokazali życie w Paryżu i relacje Amerykanki z jego mieszkańcami. Mamy tu zderzenie dwóch światów, które przedstawiono w sposób znany raczej z historii opowiadanych w stereotypach. W stylu: „Jadąc do Francji, zginiesz, jeśli nie znasz języka francuskiego” i cóż… Serial ten jest tym naszpikowany, niczym szaszłyk.

Aquarius: Scarlett niemal wyczerpała temat, więc dodam tylko, że gdybym był Francuzem, po obejrzeniu tego serialu po prostu obraziłbym się na platformę i zakończył subskrypcję. Ale jako osoba absolutnie postronna, mogę śmiało powiedzieć, że sposób w jaki przedstawiono różne postacie jest niesamowicie zabawny – są to ludzie baaardzo stereotypowi, ale w sposób tak do bólu szczery i śmieszny…

 

Ringarde!*

Scarlett: W samą historię zostajemy wrzuceni bez jakiegokolwiek wprowadzenia, co jednak przestaje przeszkadzać, gdy poznajemy główną bohaterkę – Emily, a zresztą wszystkiego możemy się domyśleć z kontekstu. Dziewczyna ta, pracownica firmy marketingowej, z powodu nieoczekiwanych wydarzeń, nie znając języka francuskiego, zostaje wysłana do Paryża, aby tam wnieść „amerykański punkt widzenia” na promocję różnych marek. Nie spotyka się to jednak z ciepłym przyjęciem, przez co cała produkcja jest niesamowicie wciągająca. Z każdym odcinkiem, wraz z Emily odkrywamy coraz więcej Paryża. Jego uroków i zakamarków. Poznajemy Francuzów od tej drugiej strony. Zostaje nam mianowicie przedstawiony ich punkt widzenia na pracę i związki.

W serialu tym pojawia się tyle stereotypów, że głowa mała i nie dotyczą one wyłącznie Francuzów, ale również Niemców oraz Amerykanów. Nie są one jednak obraźliwe. Widzimy jak bardzo we Francji ceniona jest miłość, pasja i namiętność, a w Ameryce praca i rozwijanie własnej kariery. To i żarty słowne oraz sytuacyjne, jakie scenarzyści bardzo umiejętnie wpletli w fabułę, po prostu urzeka!

Aquarius: Koncepcja „Emily w Paryżu” dość mocno opiera się o dzisiejsze trendy marketingu opartego o influencerów oraz instagramerów, którzy swoją popularnością przyczyniają się do budowania siły danej marki. Jak bardzo świat Instagrama i marketingu jest ze sobą powiązany twórcy serialu dają nam odczuć niemal na każdym kroku.

Wręcz kultowa już niechęć francuzów do osób, które mają czelność przyjechać do ich wspaniałego kraju nie znając ich wspaniałego języka jest tutaj wyniesiona do granic absurdu – Emily na każdym kroku spotyka się z niechęcią „tradycjonalistów” do niej, tylko dlatego, że mówi wyłącznie po angielsku. Jest to o tyle zabawne, że niemal zawsze prowadzi do bardzo kłopotliwych sytuacji. A jeśli dodamy do tego fakt, że niezwykle łatwo tutaj o wpadkę językową (ot, chociażby zamówienie croassanta z… prezerwatywą)… 

 

Kurczak czy penis?

Aquarius: Produkcja jest zrobiona bardzo dobrze – widać, że ktoś przyłożył się mocno do scenariusza, co poznać można po mnóstwie smaczków. Ot, chociażby pewne francuskie słówko, które brzmi dokładnie jak angielskie określenie pewnej męskiej części ciała. Cały dialog brzmi bardzo niewinnie, dopóki nie zorientujemy się jak to wygląda z angielskiej perspektywy. A to tylko jeden z wielu takich momentów. Pod względem aktorskim także nie można mieć zarzutów – tutaj również pojawiło się wiele do bólu stereotypowych postaci czy wizerunków, ale aktorzy wykonali swoją pracę niezwykle dobrze.

Scarlett: Dosłownie każdy bohater w „Emily w Paryżu” jest na swój sposób wyjątkowy i ma cechy charakteru, które odróżniają go od innych. Dla przykładu, Emily ma swoje zasady w życiu osobistym i w pracy, które jasno artykułuje i się ich trzyma. Wpada na genialne pomysły (momentami może nawet zbyt często) i nie boi się ich prezentować innym, mimo iż czasami nie zostaje to dobrze przyjęte. Sylvie, twarda szefowa, która nie daje sobie w kaszę dmuchać, a jednocześnie przejawia gdzieś w głębi okruchy dobroci, do samego końca jest jak żyleta. Współpracownicy Emily z agencji reklamowej również są bardzo wyraziści – dbający o wygląd Julien oraz rzucający niewybredne seksualne żarty, jego najlepszy kolega. Nie sposób także pominąć postaci takich jak Madeline, która jest zafascynowana Francją równie jak Emily i wzajemnie pokazują sobie różne aspekty życia w tym kraju, czy też Camille i Gabriela, bohaterów tak ważnych, że zdradzanie więcej byłoby wręcz spoilerem. 

 

Paryż wart jest mszy

Aquarius: Plusy z mojej perspektywy? Główna bohaterka nie jest puszczalską młódką zagubioną w Paryżu. Jest odważna, pewna siebie, ale nie idzie do łóżka z byle kim (zwykle…), co jest dość częstą przypadłością tego typu seriali. Ponadto wiele postaci wykreowanych jest nadzwyczaj dobrze, co również nie jest aż tak częste. Nie spotkamy tutaj nikogo, kogo określilibyśmy jako „banał”. Każdy dodaje coś od siebie, co niezwykle dobrze oddziałuje na całość. No i oczywiście widoki. Oh, tak bardzo jak nie lubię Francji, tak bardzo zazdroszczę im Paryża. Patrząc na te pejzaże i najazdy z powietrza, zdecydowanie rozumiem Henryka IV, który zmuszony do przejścia na katolicyzm przed objęciem francuskiego tronu miał powiedzieć „Paryż wart jest mszy”.

Nasza ocena? Warto! Zdecydowanie warto obejrzeć ten serial! Wszystko tutaj zagrało niezwykle dobrze i bardzo ciężko jest znaleźć jakieś większe wady i mankamenty. Mamy nadzieję, że Netflix planuje wydanie drugiego sezonu oraz że będzie on trzymał taki poziom, jaki nakreślił pierwszy. Życie Emily w Paryżu dopiero się skomplikuje i już nie możemy się tego doczekać!

 

*fr. Ringarde – z tłumaczeniem tego zwrotu mieliśmy nieco problemów. W serialu na angielski przełożono to jako „basic”, co po polsku znaczyłoby „prosty”, ale Netflix zaserwował nam zwrot „prymitywny”. Google natomiast twierdzi, że znaczy to tyle co „staromodny”. Bab.la tłumaczy to jako „out of style”, co mniej więcej można określić jako „niemodny”. Najbardziej do kontekstu serialowego pasuje oczywiście wybór Netflixa, ale… No właśnie 😃

 

OCENA: 10/10

 

Koniecznie dajcie znać, czy oglądaliście i jakie jest Wasze zdanie na temat tego serialu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz