września 27, 2020

After - Roger Kumble, Jenny Gage

After film

 

Aquarius: Staram się unikać złych filmów. Tak po prostu – jeśli wiem, że coś mnie znudzi, nie zaciekawi po prostu to omijam. Tym razem zostałem niejako zmuszony do obejrzenia pewnego filmu, który jest… Cóż, po prostu zły. „After”, bo o tym mowa, to chyba jedna z gorszych rzeczy, jakie widziałem w życiu, a oglądałem chociażby mecze Polaków na Mundialu w Rosji, więc konkurencja jest spora.

Podobno film oparty jest na książce/fan ficku/czymkolwiek – nie wiem, tutaj oddaję głos Scarlett. Tak czy inaczej – nie znam pierwowzoru, więc ocena dotyczyć będzie wyłącznie filmu, jego fabuły i konstrukcji.

Scarlett: Obejrzenie filmu „After” było moją świadomą decyzją. Czytałam fanfiction na Wattpadzie, znam także historię z książki, więc i ku temu wypadało się pochylić. Kierowała mną ciekawość i to ona mnie zgubiła, bo jak to się mawia „ciekawość to pierwszy stopień do piekła”. Cóż, przynajmniej nie mogę powiedzieć, że wynudziłam się przez te półtorej godziny, bo komentowałam głośno wszystkie potknięcia scenarzystów.

Sama historia opowiada o Tessie, poukładanej i spokojnej dziewczynie, która wyjeżdża na studia do innego miasta, a tam jej uporządkowany świat legnie w gruzach, ponieważ poznaje buntowniczego Hardina. Ekhem, w którym miejscu w filmie był on właśnie taki? Niestety nie zauważyłam.

 

Romans jak każdy inny

Aquarius: Zacznijmy od tego, że jest to absolutnie do bólu klasyczny romans – konstrukcja jest absurdalnie prosta i nie ma tutaj żadnej innowacji. Ot, dwójka ludzi z różnych światów spotyka się, zakochuje w sobie, po sielance następuje nagły zwrot akcji zakończony burzliwą awanturą i pozornym rozstaniem, aby w finale parka znowu… A nie, czekaj – finał jest dość niejednoznaczny. Pomijając ogół fabuły, który mnie absolutnie znudził, cały film przypominał serię nieco przypadkowych scen połączonych ze sobą tylko wątkiem głównych bohaterów. Niejednokrotnie akcje dziejące się w danej scenie przyprawiały mnie o potężny zawrót głowy i nasuwały masę pytań: ale jak? skąd? po co?

Scarlett: Postać Hardina w książce przedstawiona została jako bad boya, którego przeszłość była bolesna i smutna. Tutaj natomiast jedyne co ma w sobie z niegrzecznego chłopca to czarne ubrania, tatuaże i chęć do imprezowania. Bohater ten został tak spłycony, że nie da się w nim dostrzec tego złego, niepanującego nad własnymi emocjami człowieka. Hardin po prostu… jest. I tyle, serio.

Jeżeli chodzi o Tessę, to tutaj zachowano więcej powiązań z jej literackim pierwowzorem, jednak autorzy na siłę chcieli pokazać, że jest ona cicha, poukładana i dużo czyta. Sam początek filmu to krótkie migawki z jej życia na uniwersytecie, które nic do fabuły nie wnoszą i śmiało można byłoby zastąpić je wartką akcją, bądź scenami, które perfidnie wycięto. Jeżeli scenarzyści chcieli przedstawić charaktery bohaterów, to wybrali najgorszy sposób z możliwych.

Aquarius: Scarlett wielokrotnie podkreślała, że główny bohater jest w książce przedstawiony jako bad boy. Ileż to książek, ileż to filmów kręci się wokół tego tematu – dobra dziewczyna zakochuje się w niegrzecznym chłopcu i on dla niej się zmienia. Tymczasem tutaj… Cóż, film spłycił nam jego postać do… Właśnie nie wiem. Jest on tak bezpłciowy i nijaki, że nazwanie go bad boyem obraża każdego, kto kiedykolwiek dostąpił tak zaszczytnego tytułu. Pozostaje liczyć na to, że książka traktuje ten temat zdecydowanie lepiej. 

 

After film

Scarlett: W całym filmie podobała mi się tylko jedna scena, którą odwzorowano idealnie. Reszta to… tragedia. Wyobraźcie sobie, że scenarzysta na chybił trafił wybiera sobie fragmenty z książki, przycina je dowolnie, a następnie tworzy z tego film. A teraz odpalcie After, bo tak właśnie musiała powstać ta produkcja. Brak powiązań między wydarzeniami, brak jakichkolwiek wyjaśnień. Jesteśmy wrzucani w akcję, której nie da się zrozumieć bez kontekstu. A tego też nie można nigdzie znaleźć. Nie wiemy dlaczego Hardin jest taki jaki jest, ale hej… W sumie w filmie i tak jest nijaki, więc nawet nie musimy tego wiedzieć.

Sama gra aktorska to porażka po całości. Jeżeli myślicie, że Bella ze Zmierzchu jest królową jednej miny, to tutaj zyskała sporą konkurencję. Były może ze dwie sceny w których mogłabym stwierdzić, że aktorzy wykazują się jakimikolwiek emocjami.

Aquarius: Oglądałem kilka romansów, co prawda były to wysokobudżetowe filmy z gwiazdorską obsadą, ale każdy z nich wnosił coś nowego i ciekawego. „Dziennik Bridget Jones” to po prostu przezabawna komedia, „To właśnie miłość” jest absolutnie jednym z moich ulubionych filmów, a nawet filmy realizowane przez duet Hanks – Ryan były czymś innym niż klasyczny romans. Czemu w przypadku „After” to nie wypaliło? Nie wiem. Możliwe że pierwowzór był słabym materiałem, ale patrząc na oceny w internecie (książka 7/10, film 5/10) raczej wątpię. 

 

Kiepska realizacja

Scarlett: Podsumowując, przez pierwsze pół godziny filmu wieje nudą, później jesteśmy wrzucani w akcję bez jakiegokolwiek wytłumaczenia. A wszystko toczy się jakimś dziwnym torem. Na próżno szukać tutaj konstruktywnych dialogów, a nawet jakiegokolwiek sensu. Film stracił dużo z książki. Gdybym nie znała tej historii, prawdopodobnie nie chciałabym nawet kończyć jego oglądania. Tak to przynajmniej trzymała mnie przy tym ciekawość, jak dużo zmienili. Niestety, równie dobrze mogłabym powyrywać z książki kartki, rozrzucić je na podłodze i czytać je na chybił trafił. Ten film nie miał żadnego sensu. Nie nazwałabym go nawet streszczeniem. Pominięto zbyt wiele kwestii, które tłumaczyłyby zachowania i decyzje bohaterów. Nie jest to nawet komedia romantyczna. Kojarzycie filmiki na YouTubie, które robią czasem autorzy opowiadań (tzw. trailery)? Taki jest właśnie ten film.

Aquarius: Film sam w sobie jest po prostu słaby – czasem jest tak, że braki w fabule bronią się dobrą grą aktorską, fajnymi plenerami i ciekawą muzyką. Tutaj nie zagrało absolutnie nic. Nie ma sensu rozpisywać się na ten temat, bo w niektórych momentach było to po prostu straszne. Jedyne na co zwrócę uwagę, to dość kiepski dobór muzyki w niektórych momentach.

Oszczędzimy sobie dalszego pastwienia się nad tą produkcją – mamy nadzieję że tych kilkanaście linijek wystarczy aby dobitnie wytłuścić jakie jest nasze zdanie na temat tego filmu. A ocena powinna ostatecznie rozwiać wszelkie wątpliwości:

OCENA: 2/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz