sierpnia 31, 2020

Księżycowe Miasto 1.1 i 1.2 - Sarah J. Maas

 

Wkrocz do Księżycowego Miasta i poznaj jego tajemnice. Odkrywaj je wraz z Bryce Quinlan – dziewczyną, której życie pewnego dnia wywraca się do góry nogami. Jej świat rozpada się w wyniku tajemniczego, brutalnego morderstwa. A co gorsze, pomimo iż oskarżony znajduje się w więzieniu, niespotykane zbrodnie zaczynają się na nowo. Bryce musi poradzić sobie ze swoją osobistą traumą i pomóc w dochodzeniu, co wcale nie jest takie łatwe, jakby się mogło wydawać. Na jej drodze staje śmierć, wspomnienia i… miłość.

Powyższy opis nawet w najmniejszym stopniu nie oddaje tego, ile dzieje się w tych książkach. Nie czujcie się zrażeni i sięgnijcie po nie, ponieważ naprawdę warto. Przyznam się szczerze, że sama kupiłam je przez te śliczne okładki i wzięłam od razu dwie, co było trafem w dziesiątkę, ponieważ historia ciągnie się bez przerwy przez dwa tomy. Wynika to z tego, iż w USA obydwie książki tworzą całość – u nas zostały podzielone z uwagi na ilość stron. Potrafię to zrozumieć, ponieważ opasłe tomiska czyta się bardzo źle i co gorsza, szybko niszczy się grzbiet książki. 

 

„Gdy dochodzi do bezwzględnego morderstwa, wszystko zaczyna się rozpadać…”

Szczerze powiedziawszy nie wiem od czego mogłabym zacząć tę recenzję. Historia napisana przez Sarah J. Maas wbiła mnie w fotel i wycisnęła ogrom łez. Nie bierzcie mnie tu za przesadnie uczuciową, ponieważ nie pamiętam, kiedy ostatnio zdarzyło mi się płakać podczas czytania. Przypuszczam, że nigdy. Czytałam już książki przez które miałam gęsią skórkę ze strachu i czasami nawet bałam się zgasić światło na noc, ale nie przypominam sobie, żeby jakakolwiek wprawiała mnie w smutek, czy.. złość. Poważnie, w pewnych momentach chciałam znaleźć autorkę i nawrzeszczeć na nią za to, co robiła bohaterom. Nie będę się tutaj nad tym dłużej rozwodzić, ale… Sarah – jak mogłaś?!

„Księżycowe miasto” to seria w której bohaterowie mają wyraziste charaktery – żadne tam lelum polelum. Główna postać – Bryce – jest zadziorna, wie czego chce od życia i czerpie z nimi pełnymi garściami, przez co traktowana jest jako bezmyślna imprezowiczka. W jej życiu dzieje się wiele złych rzeczy, ale stawia im czoła. Jednocześnie, pod tym całym grubiaństwem, kryje się młoda kobieta, która troszczy się o swoich bliskich do samego końca. Przed kupieniem tych książek zerknęłam na szybko na LubimyCzytać.pl, żeby sprawdzić, czy warto, czy też nie popadłam w złudzenie powiedzenia „nie oceniaj książek po okładce”. Zobaczyłam tam mało pochlebne recenzje jakoby historia ta kręciła się wokół wiecznego imprezowania i hej, nie dajcie się zwieść – tak właśnie autorka chciała pokazać główną bohaterkę! W końcu kto w takim wieku nie chodzi na „dyskoteki”? 

 

„Przyszło im żyć w popierdolonym świecie, pełnym okropnych ludzi. A ci, którzy byli coś warci, zawsze musieli cierpieć”.

Reszta bohaterów także została stworzona w taki sposób, że nie sposób ich nie polubić. Najgorsze jednak jest to, iż lepiej do żadnego z nich się nie przyzwyczajać, ponieważ w tej powieści dzieją się naprawdę różne rzeczy.

Przez pierwszą część można przemknąć – jest to bardziej wprowadzenie w całą historię. Tak naprawdę wszystkie najważniejsze sprawy mają miejsce w części drugiej. Sam początek książki rozkręcał się dość długo (kilkadziesiąt stron) i trochę męczył. Z początku gubiłam się w tych wszystkich nowych rasach, zasadach, wymyślonego przez J. Maas, świata. Nie jest to na szczęście Tolkien i nie musimy się przebijać przez „milion” opisów pięknej przyrody, które na dłuższą metę potrafią po prostu przygnieść. Może wtedy przemknęła mi przez głowę myśl, że ta książka może nie być dla mnie – przecież nie czytam za dużo fantastyki, a tę wzięłam tylko ze względu na okładkę (ekhem! Nie wstydzę się tego!). Jednak dałam jej szansę – po tych kilkudziesięciu nudnych stronach nachodzi jedno wielkie bum, to pierwsze w którym chce się rzucić książką o ścianę. To był ten moment, który sprawił, że już do końca nie mogłam odciągnąć się od historii i połknęłam ją w dwa krótkie wieczory.

Opisy w obu częściach są bardzo żywe, jeśli ktoś ma wybujałą wyobraźnię, to na pewno jej oczami będzie mógł to wszystko zobaczyć. Akcja toczy się wartko. Autorka nie rozwleka się nad żadnymi rzeczami, tylko od razu przechodzi do sedna. Również tajemnica jest tak zmyślnie ukryta pomiędzy słowami, że prawdy dowiadujemy się dopiero na końcu drugiej części. Jeśli nie było to dla Was zaskoczeniem – dajcie znać! Język jakim zostały napisane jest przystępny, lotny, a co dla mnie najważniejsze dialogi są zadziorne, dwuznaczne oraz zabawne.

 


 

„Czekał na nią i na ten moment od chwili, gdy przyszedł na świat.”

W książkach pojawia się również wątek miłosny. Prawdziwe soul mate. Zaczyna się on niewinnie, zadziornie, wręcz od niechęci, ale nie takiej wyraźnej w stylu „od nienawiści do miłości”. Możemy zaobserwować powolną eskalację uczuć pomiędzy bohaterami. Zbliżają ich do siebie wspólne doświadczenia, odrobina wspomnień i chyba bardzo podobne podejście do wielu spraw w życiu. Czytając to, nie miałam mdłości, ale wręcz nie mogłam doczekać się, aż rozkręci się coś więcej.

Jednakże to nie miłość zajmuje w tej historii najwięcej miejsca pod względem emocjonalnym. Nie jest to również rozpacz, która targa bohaterką po akcji z początku książki, ani nienawiść i chęć zemsty. Najważniejszą rolę odgrywa tu przyjaźń – taka mocna, do końca życia i jeden dzień dłużej. „Dzięki miłości wszystko jest możliwe” i bynajmniej nie chodzi tutaj o to romantyczne uczucie, które łączy kobietę i mężczyznę, a o prawdziwą, mocną, przyjaźń. Właśnie to jest płomieniem, który rozpala tę powieść. Relacja pomiędzy Bryce i Daniką.

Jeżeli jesteście gotowi na emocjonalny rollercoaster – „Księżycowe Miasto” to idealna seria na długie wieczory, ale przygotujcie zapas chusteczek.

Ja się zakochałam i na pewno sięgnę po inne książki tej autorki. Mam nadzieję, że się również nie zawiodę. Jeżeli czytaliście - koniecznie dajcie znać, jakie były Wasze odczucia!

 

OCENA: 10/10

 

Scarlett

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz