lutego 06, 2021

Jezioro marzeń - Kevin Williamson

 


„Jezioro marzeń” to serial o dojrzewaniu, który pierwszy raz na ekranach pojawił się w 1998 roku. Miałam wtedy cztery lata i poznałam go zdecydowanie później, a teraz postanowiłam przypomnieć sobie przygody Joey i Dawson’a. Produkcję tę zapamiętałam jako świeżą, interesującą, ale przede wszystkim emocjonującą. Jako nastolatka uwielbiałam tego typu seriale. Po tych kilkunastu latach wciąż je lubię, ale zdecydowanie zmienił się ich mój odbiór.

Zacznijmy od tego, że tekst ten dotyczył będzie wyłącznie pierwszego sezonu produkcji, ponieważ jestem na świeżo po jego obejrzeniu. Będzie on także zawierał sporo spoilerów, zatem, jeśli ktoś z Was jeszcze nie oglądał tej produkcji, raczej nie czytajcie moich wypocin. 

Po tym krótkim wstępie – przedstawmy i podsumujmy główne postacie. W pierwszym sezonie poznajemy Josephine (aka Joey), Dawson’a, Pacey’a i Jennifer (aka Jen). Każdy z nich jest inny. Pochodzi z innego środowiska i posiada inne doświadczenia życiowe. Joey i Dawson przyjaźnią się od zawsze. Ona na początku przedstawiana jest jako chłopczyca, która po śmierci mamy, mieszka z siostrą. Jej ojciec natomiast siedzi w więzieniu. Zupełnym przeciwieństwem jest rodzina Dawson’a – szczęśliwa aż do bólu i dobrze usytuowana. On nie musi martwić się o pieniądze, dorabiać na boku, a w domu ma wzór małżeństwa jak z bajki. Chłopak ten jest typem człowieka, który analizuje wszystko i to niestety aż za bardzo. Jest też bardzo niezdecydowany, co uderza mocno w późniejszych odcinkach. Jennifer natomiast, jest nastolatką z Nowego Jorku, która odesłana do małej mieściny jaką jest Capesite, ma rozpocząć swoje życie na nowo. W otoczeniu bogobojnej babci i umierającego dziadka. Dziewczyna ta nosi bagaż przeszłości na miarę miasta z którego się wywodzi – bo w Nowym Jorku żyje się szybko i intensywnie. Dorasta się także szybciej, niżeli powinno. Z kolei Pacey to syn rygorystycznego ojca, policjanta (czy to nie jest stereotyp, że policjanci są bardzo surowi wobec swojej rodziny?), który musi borykać się z mianem „czarnej owcy”. Postać ta przedstawiona jest w dosyć dziwny sposób – początkowo w ogóle nie wzbudza pozytywnych emocji. Jest arogancki, zadufany w sobie i myśli tylko o jednym. Dziewczynach i seksie. Jest to chyba jedna z niewielu postaci, którą im bardziej poznajemy, tym bardziej zaczynamy lubić. Te cztery postacie zderzają się ze sobą, wpływają na siebie i mamy historię dla nastolatków o dorastaniu, kabum.

 


Postacie te dają się lubić, pomimo że momentami ich zachowania są po prostu irytujące. Scenarzyści też za bardzo popłynęli z mądrościami, jakie wygłaszają. Nie sądzę, aby piętnastolatkowie mieli takie filozoficzne przemyślenia. Jest to głębokie, ale czasami przesadzone. Drugą kwestią jest postać Dawson’a – tego najmądrzejszego z całej paczki. Tego, który musi przemyśleć każdy swój krok i zastanawia się milion pięćset lat, czy coś zrobić, czy nie. A mimo to jest ślepy na uczucia swojej najlepszej przyjaciółki. Co jest jeszcze bardziej śmieszne – nie dociera do niego nic, pomimo iż każdy na około powtarza mu, że ona żywi do niego uczucia innego typu. NIC. NADA! Momentami miałam ochotę rzucić w telewizor pilotem. Serio. Co innego jak się czegoś nie dostrzega, a co innego, jak się słyszy prawdę i próbuje ją zakopać głęboko pod kocem. W sumie nawet nie wiadomo po co. Jeżeli scenarzyści chcieli pokazać, że Dawson po prostu nie czuje tego samego i nie chce przez to stracić swojej przyjaciółki, to coś ewidentnie im tutaj nie wyszło. I tak bawią się w kotka i myszkę przez cały sezon. Jednak nie krytykuję tych podchodów, bo wiem, że prawdziwe życie często tak właśnie wygląda. Żadne ze stron nie chce swoim wyznaniem zniszczyć długoletniej przyjaźni. Bardzo ciekawie została pokazana w tym serialu walka Joey ze swoimi uczuciami. Gra aktorska Katie Holmes na pewno była tutaj bardzo pomocna. Jej pełne zazdrości miny były bezcenne. Jednak wiecie co mnie najbardziej zdenerwowało w tym sezonie? Moment w którym Dawson uświadomił sobie, że jednak czuje coś więcej do Joey. Pomalowała się, ubrała sukienkę i nagle doznał olśnienia. Serio? Czy dziewczyna musi się stroić, żeby ktoś inny dostrzegł, że w ogóle jest… dziewczyną? Meh. No, ale przynajmniej był to punkt kulminacyjny na który chyba każdy widz czekał.

Dawson generalnie przez cały ten sezon podejmował dziwne decyzje i obrażał się o głupie rzeczy, bo na przykład, czy można mieć za złe swojej dziewczynie, że przed Tobą miała innych chłopaków? Cóż. Bohater „Jeziora marzeń” chciał chyba za partnerkę księżniczkę czystą jak kropla wody, bo nie mógł patrzeć na swoją pierwszą dziewczynę - Jennifer, jak dowiedział się prawdy o jej przeszłości. Zachowanie co najmniej słabe i podjęte pod wpływem emocji. Zatem, czy chciano go kreować na typ analityka, czy wręcz przeciwnie? Mamy tutaj ciekawą sprzeczność w przedstawieniu postaci. Jen sama w sobie też nie pokazała się z najlepszej strony. Zerwała z Dawsonem tylko po to, żeby po kilku odcinkach (kiedy on oczywiście już przestał coś do niej czuć) zdać sobie sprawę, że popełniła błąd. Upsi. Swoją drogą, jeszcze będąc w związku z D, kiedy pojawił się jej były chłopak, wykazywała się tak skrajnym niezdecydowaniem, że nawet nie potrafiła określić czego chce.

Czy tak wygląda życie? Cóż, może. W niektórych przypadkach na pewno i nie krytykuję tutaj tego serialu za to, co przedstawiłam powyżej – po prostu są to kwestie, które mnie irytowały. Jednak mimo wszystko oglądałam dalej, ponieważ serial ten przedstawia bardzo wiele ciekawych i ważnych kwestii, a ponadto jest uroczy.

Cała akcja dzieje się w małym, amerykańskim miasteczku, gdzie wszyscy się znają, więc niewiele da się ukryć. Przedstawiane nam są tutaj nie tylko problemy związane z dojrzewaniem, ale także te społeczne. Siostra Joey jest w ciąży z ciemnoskórym mężczyzną. Dodatkowo, żyją na kocią łapę. W takiej mieścinie jest to nie do pomyślenia. Mieszkańcy wykazują się brakiem tolerancji, momentami wręcz rasizmem. Sama Joey spotyka się z niesprawiedliwością z tym związaną. Co więcej, jest napiętnowana z powodu tego, iż jej tata siedzi w więzieniu.

Mamy także zdradę i reakcję na nią oraz próby poradzenia sobie z tym. Mimo wszystko kwestia oddziaływania zdrady jednego z rodziców, na dziecko, została potraktowana trochę powierzchownie. Wspomniano ją i pokazano przez zaledwie ułamek sekundy. Moim zdaniem mogli pociągnąć dłużej ten wątek. W końcu to nie jest raczej tak, że dziecko od razu pogodzi się z takim faktem i wszystko będzie w porządku. A tutaj odłożono to na dalszy plan i hej, lećmy dalej. Początkowo nawet myślałam, że ucięli wątek i o rozterkach rodziców też nic nie powiedzą. Niemniej jednak coś tam się jeszcze działo.

Pojawia się też kwestia wiary w Boga i może trochę nawet narzucanie innym swoich przekonań. Mianowicie babcia Jen była głęboko wierzącą katoliczką, a jej wnuczka już niekoniecznie. Pomimo tego, że starsza Pani ostentacyjnie próbowała przekonać ją, że Bóg istnieje i powinna zacząć chodzić z nią do niedzielnej szkółki, jest to postać, którą lubię najbardziej. Wiem, że brzmi to dziwnie, bo nie jest to nawet główna postać, ale mimo wszystko wzbudza bardzo pozytywne emocje.

Powyższe wątki uznać można za najważniejsze, ale pojawiają się także te związane z nękaniem w szkole – rozpowiadaniem plotek na czyiś temat. Przekonujemy się jak bardzo okrutni potrafią być wobec siebie nastolatkowie i jest to niestety smutna prawda. Nawet w realnym życiu słyszeć możemy o podobnych sytuacjach. Z plotkami wiąże się także kwestia romansu nauczycielki z uczniem – pomijam już fakt, że mogli ten schemat wprowadzić w późniejszych sezonach, a nie kiedy uczniowie mają po piętnaście lat (bo jest to trochę niesmaczne i mało realistyczne). Wątek ten miał na celu poruszyć problem i jego konsekwencje, co zostało pokazane w dobry sposób. 

 


Podsumowując, „Jezioro marzeń” to serial któremu nie brakuje absurdów, ale porusza ważne kwestie społeczne, a także przedstawia proces dojrzewania nastolatków. Ich pierwsze miłości, zmagania się z nieznanymi uczuciami. Pierwsze zbliżenia i odkrywanie sfery intymności. Pokazuje również próby zrozumienia świata umysłem świeżym i nieskażonym, a zarazem jak wygląda życie w małej mieścinie.

Jest to idealna propozycja na leniwe, długie wieczory. W sam raz, aby się zrelaksować. Na pewno będę oglądała dalej i zapewne także podzielę się z Wami moimi przemyśleniami.

 Scarlett

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz